Monitorując ringowe zmagania Mariusza Pudzianowskiego w Konfrontacji Sztuk Walki nie jestem w stanie przestać rozmyślać, jak w klatce czy na ringu radzili by sobie atleci, dla których walka na pięści i stopniowe grzmocenie oponenta prostymi czy podbródkowymi nie sprowadzały się w latach minionych tylko do starć podwórkowych.
Rodzi się pytanie – z jakiego sportu? Dżudocy gotowi są do zwarć w parterze, lecz nie mają biegłości w wyprowadzaniu ciosów na głowę. Koszykarze, siatkarze czy piłkarze nożni też nie za zbytnio, bo wszyscy pamiętają jaką szansę do wyrządzenia sprawiedliwości dostał Zinedine Zidane i w jak spektakularny sposób ją zmarnował. Zamiast pięścią w twarz, Zidane wymierzył głową w brzuch. Ani to stylowe, ani efektywne. Gwałtownie mnie oczarowało – Krzysztof Oliwa.
Hokej to sport dla autentycznych facetów. Tym bardziej w lidze NHL. Im więcej masz szwów na głowie, im więcej ran kłutych, ciętych i szarpanych na sobie, tym większym jesteś „kozakiem”. Jeśli zgubiłeś podczas spotkania zęba, lub kilka, wyzywająco uśmiechasz się do kamery i pokazujesz, że cię to nie rusza. Gdy grasz w hokeja i zdajesz sobie sprawę, że możesz dostać krążkiem mknącym grubo ponad 100 km/h w czaszkę nie przywdziewasz kasku. Bo jesteś twardzielem.
Kiedy na jednej z bokserskich imprez wydawanych w naszym kraju dziennikarz telewizyjny dostrzegł będącego w pierwszych rzędach Krzysztofa Oliwę, nie namyślał się ani przez sekundę aby poprosić go o krótką rozmowę. Hokeista na srebrnym ekranie wyglądał, jak Frankenstein bez charakteryzacji. Mariusz Czerkawski to Jerzy Buzek hokeja, natomiast Oliwa to prawdziwy lodowy zabijaka, przed którym uciekało pół NHL. Obijaniem pięściami po twarzach w dyscyplinie polegającej na wstrzeleniu krążka do bramki przeciwnika nasz hokeista nie tylko wypracował sobie nazwisko, ale przede wszystkim zbił majątek. Przy wzroście 196 cm oraz wadze 111 kilogramów, ze swym doświadczeniem (a pamiętać należy, że przebojowy był mając na nogach łyżwy) przepowiadałby mu nie byle jaką karierę.
Całe szczęście, że Oliwa posiadał wiedzę, kiedy zakończyć swą hokejową przygodę. W rozgrywkach 2005/2006 w lidze NHL liczba pojedynków na pięści spadła aż o 46% w porównaniu do poprzedniego sezonu. Gdyby Krzysztof Oliwa został w lidze, byłby „bezrobotny”.
- Nie mam nic do zaproponowania