Podczas wakacji w USA założyliśmy z kolegami firmę oferującą usługi malarskie. Wydrukowaliśmy bardzo dużo ulotek, uruchomiliśmy witrynę internetową, jeździliśmy po miasteczku i pytaliśmy się, czy ktoś nie potrzebuje odmalowania domu. Szybko dostaliśmy kilka zleceń mniej i bardziej ambitnych, ze wszystkich nasi pracodawcy byli bardzo ucieszeni. Pewnego dnia natrafiliśmy na
spotkaliśmy ciekawego mężczyznę. Miał około 45 lat, nosił podarte spodnie, obcisłe koszulki, trampki bądź sandały. Jeździł sportowym kabrioletem, sprawował się jak na swój wiek raczej normalnie. Poprosił nas o odświeżenie swojego jak się później dowiedzieliśmy wartego 2 miliony dolarów domu. Zapowiedział, że jeśli uporamy się w 2 tygodnie dostaniemy dodatkowe pieniądze. Uwinęliśmy się w 12 dni, z efektów był bardzo ucieszony, zaczął się wypytywać skąd przyjechaliśmy, jak trafiliśmy do USA itp.
Wkrótce później zaprosił nas do swojej posiadłości 60 kilometrów od miejsca, w którym malowaliśmy – nad ocean. Po zobaczeniu jego posiadłości już było wiadomo – obcujemy z nie byle jakim milionerem, tylko kimś, kto ma dużo więcej pieniędzy niż się wydaje. I ma dużo więcej ciekawych idei w głowie.
Powiedział nam, że chce rozpocząć inwestycje w naszym kraju. Dobrze wiedział, że w naszym kraju odbędzie się Euro 2012 i do tego czasu ma zamiar postawić kilka hoteli oraz mieszkań w stolicy Dolnego Śląska. I chciał, żebyśmy mu użyczyli pomocnej dłoni – po powrocie do kraju rozejrzeli się za cenami, konkurencją, planami, możliwościami. Jeśli się uda zatrudni nas przy swoich pomysłach. Tak też się stało.
Od kilku miesięcy jego ekipa, w której pracuje cała nasza ferajna, buduje hotele oraz osiedla mieszkalne we Wrocławiu. Gdy wrzucicie w dowolnej internetowej wyszukiwarce „mieszkania Wrocław” lub też „inwestycje Wrocław” jego projekty są na wyróżnionych miejscach. Podobnie, gdy spróbujecie „osiedle Wrocław” lub też „deweloper Wrocław”. Oczywiście za odpowiednie pozycjonowanie jego biznesu w sieci nasz nowy boss również musiał słono wydać, ale sprawa pieniędzy wydaje się nie stanowić dla niego problemu.
- Nie mam nic do zaproponowania